Życie i praca w Szwecji: urzędy, świadczenia i najdroższe błędy Polaków
17 minCzas czytania: 17 min

Personnummer, Skatteverket, Försäkringskassan, a-kassa: Katarzyna opowiada, jak wygląda szwedzka administracja z perspektywy osoby, która od lat pomaga Polakom w takich sprawach.
Przyjazd do Szwecji często oznacza nie tylko znalezienie pracy i mieszkania, ale też wejście w zupełnie nowy system administracyjny. Personnummer, Skatteverket, Försäkringskassan, a-kassa, świadczenia, terminy i pisma urzędowe – dla osoby, która dopiero zaczyna życie w Szwecji, łatwo się w tym wszystkim pogubić.
O tym, jak wygląda szwedzka administracja z perspektywy osoby, która od lat pomaga Polakom w takich sprawach, rozmawiamy z Katarzyną. Opowiada o swoich początkach w Szwecji, najczęstszych błędach, pieniądzach, o których wiele osób nie wie, a także o tym, dlaczego czasem najważniejsze okazuje się po prostu zareagowanie na czas.
Początki w Szwecji: „Szwecja nigdy nie była mi całkiem obca”
Dawid: Zacznijmy od Ciebie. Szwecja właściwie była obecna w Twoim życiu od początku. Jak wyglądała Twoja droga tutaj i co sprawiło, że ponad dwadzieścia lat temu wróciłaś do Szwecji?
Katarzyna: Szwecja nigdy nie była mi całkiem obca, bo się tu urodziłam, dorastałam jednak w Polsce. Do Szwecji wróciłam ponad dwadzieścia lat temu, ze względów rodzinnych.
Pierwsze miesiące i lata wcale nie były łatwe, mimo że formalnie wracałam, a nie przyjeżdżałam tu po raz pierwszy. Największym problemem nie był brak dokumentów w teczce, tylko brak znajomości języka i nieznajomość tego, jak działa tutejszy system: do kogo się zwrócić, w jakiej kolejności i czego się ode mnie oczekuje.
To poczucie zagubienia, kiedy trzyma się w ręku pismo urzędowe i nie do końca rozumie, co właściwie z niego wynika, dziś rozpoznaję właściwie każdego dnia, już nie u siebie, tylko w oczach moich klientów. Ja siedzę teraz po drugiej stronie stołu, ale dokładnie wiem, co oni w tym momencie czują, bo sama przerobiłam to na własnej skórze.
Od pomocy znajomym do pracy z klientami
Dawid: Wspominasz, że znajomi zaczęli zwracać się do Ciebie z coraz bardziej codziennymi sprawami – telefonem do urzędu, pismem czy spotkaniem. W którym momencie poczułaś, że to nie jest już zwykła pomoc znajomym, tylko coś, na co jest realne zapotrzebowanie?
Katarzyna: To był proces, nie jeden konkretny moment. Znajomi zaczęli prosić mnie o pomoc w codziennych sprawach: telefon do urzędu, wytłumaczenie pisma, towarzyszenie na spotkaniu. Z czasem zauważyłam dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, że jestem w tym naprawdę dobra i skuteczna. Po drugie, że za każdym razem uczę się czegoś nowego o tym, jak naprawdę działają szwedzkie systemy: ubezpieczeniowy, zdrowotny, prawny, socjalny i podatkowy.
Ta wiedza nie pochodziła z poradnika, tylko z rozmowy z konkretnym urzędnikiem, w konkretnej sprawie. Przez lata takich rozmów uzbierało się dosłownie kilkaset godzin, a to, co zaczęło się jako pomoc znajomym, z czasem przestało być dodatkiem i stało się osobną, pełnoprawną usługą.
Chcę przy tym być uczciwa: to nie jest wiedza, którą zdobywa się raz i ma na zawsze. Sporo się dokształcałam formalnie, a do tego jest to praca, w której trzeba stale mieć rękę na pulsie, bo przepisy i procedury w Szwecji, tak jak wszędzie, potrafią zmieniać się dość często.
Pierwsze kroki: Przyjeżdżasz do Szwecji. Co dalej?
Dawid: Załóżmy, że ktoś właśnie przyjechał do Szwecji do pracy i kompletnie nie zna tutejszego systemu. Personnummer, Skatteverket, Försäkringskassan, konto bankowe… Od czego powinien zacząć i co zrobić w pierwszej kolejności, żeby nie pogubić się już na samym początku?
Katarzyna: Zacznę od uspokojenia: nie da się załatwić wszystkiego jednego dnia, i to jest normalne, a nie oznaka, że coś się robi źle. Kolejność ma jednak znaczenie, bo kolejne kroki często zależą od poprzednich.
Pierwszym krokiem jest zgłoszenie się do Skatteverket i rejestracja w systemie ewidencji ludności, czyli folkbokföring. To od niej zależy, czy dana osoba dostanie personnummer, czyli szwedzki numer identyfikacyjny, czy tylko samordningsnummer, numer stosowany w innych, bardziej tymczasowych sytuacjach. W dużym uproszczeniu decyduje planowana długość pobytu i charakter zatrudnienia. Orientacyjnie zgłoszenie przeprowadzki do Szwecji zajmuje Skatteverket około pięciu tygodni, zanim sprawa trafi do referenta, ale to wartość bazowa, nie obietnica konkretnego terminu, bo każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie. Bardzo często trwa to dużo krócej.
Drugim krokiem jest konto bankowe. Tu wiele osób wpada w błędne koło: zakłada, że bez personnummer nie da się nic zrobić. Tymczasem prawo do podstawowego konta płatniczego istnieje w Szwecji niezależnie od posiadania personnummer, o ile bank może zweryfikować tożsamość. BankID, czyli cyfrowa tożsamość, która dziś otwiera drzwi właściwie do wszystkiego w Szwecji, przychodzi dopiero później, bo wymaga już personnummer i bycia klientem banku.
Trzecim krokiem jest zgłoszenie się do Försäkringskassan, instytucji odpowiedzialnej za dużą część szwedzkiego systemu zabezpieczenia społecznego. Objęcie tym systemem wiąże się w praktyce z podjęciem pracy, dlatego warto to zrobić od razu po formalnym rozpoczęciu zatrudnienia, a nie odkładać na później.
Jedna rada na sam start: zgłoś prawidłowy adres od razu, bo od niego zależy naprawdę wiele w codziennym życiu.
Najczęstsze błędy: „Zgłosiłem to w jednym urzędzie, więc inni też wiedzą”
Dawid: Jakie błędy najczęściej widzisz u Polaków na początku pobytu w Szwecji? Czy są rzeczy, które ludzie odkładają na później, a później okazuje się, że mogą ich kosztować sporo czasu albo pieniędzy?
Katarzyna: Największym błędem jest zakładanie, że skoro coś raz zgłosiliśmy w jednym urzędzie, to inne urzędy automatycznie o tym wiedzą. Szwedzka administracja to wiele osobnych, wyspecjalizowanych instytucji, każda z własnym zakresem i własnymi procedurami, a nie jeden system, w którym dane same się przepływają dalej. Zarejestrowanie się w jednym miejscu nie zwalnia z osobnego zgłoszenia się gdzie indziej, nawet jeśli sprawy wydają się ze sobą powiązane.
Drugim, bardzo częstym błędem jest poleganie wyłącznie na nieformalnej pomocy znajomych albo dorastających dzieci. Rozumiem, skąd się to bierze, sama przez lata byłam tą znajomą, do której dzwoniono. Sądzę jednak, że prawdziwym problemem rzadko jest tu brak formalnego pełnomocnictwa, bo takie upoważnienie każdy może samodzielnie napisać. Prawdziwym problemem jest to, że ludzie polegają na tym, iż ktoś zna język, nie mając możliwości ocenić, jak dobrze go faktycznie zna. Osoba, która sama nie mówi po szwedzku, nie jest w stanie zweryfikować kompetencji tego, komu ufa. Widziałam sytuacje, w których sprawa dodatkowo się komplikowała wyłącznie dlatego, że ktoś przekazał złą informację, bo sam czegoś nie zrozumiał, a nie dlatego, że działał w złej wierze.
Trzeci błąd to niezgłaszanie na bieżąco zmian w swojej sytuacji: zmiany adresu, rozpoczęcia lub zakończenia pracy, zmiany wysokości dochodu, zmiany osób wchodzących w skład gospodarstwa domowego. Wiele osób traktuje to jako coś, co zgłosi się przy najbliższej okazji, a tymczasem urząd oczekuje zgłoszenia od razu, gdy tylko coś się zmieni, a nie przy okazji kolejnego kontaktu. Brak takiego zgłoszenia to nie tylko formalne przeoczenie, może skutkować obowiązkiem zwrotu świadczenia wypłaconego już na nieaktualnych danych, czasem razem z dodatkową opłatą, czyli realną stratą finansową.
A-kassa: Zasiłek dla bezrobotnych nie działa tak, jak wiele osób myśli
Dawid: Przejdźmy do pieniędzy. Jakie jest Twoim zdaniem najbardziej kosztowne błędne przekonanie Polaków dotyczące szwedzkich podatków, ubezpieczeń albo prawa do świadczeń?
Katarzyna: Zdecydowanie najbardziej kosztowne jest przekonanie, że zasiłek dla bezrobotnych przysługuje automatycznie, tak jak w niektórych innych krajach. W Szwecji to dwa osobne systemy: rejestracja jako osoba szukająca pracy w Arbetsförmedlingen jest warunkiem, ale to a-kassa, odrębna, dobrowolna kasa ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, decyduje o przyznaniu świadczenia i je wypłaca. Członkostwo jest płatne i dobrowolne, a wysokość świadczenia zależy między innymi od tego, jak długo się do niej należało. Osoby, które o tym nie wiedzą, często dowiadują się o istnieniu a-kassy dopiero w chwili utraty pracy, czyli w najgorszym możliwym momencie, bo wtedy jest już za późno, żeby zbudować historię członkostwa dającą prawo do wyższego świadczenia.
Blisko związane z tym jest przekonanie, że Skatteverket to szwedzki odpowiednik polskiego urzędu skarbowego, i tylko tego. To, że nadaje personnummer, wie już chyba każdy, ale Skatteverket ma dużo szerszy zakres. Prowadzi rejestr ludności, czyli w praktyce decyduje, gdzie ktoś jest oficjalnie zameldowany, a od tego zależy dostęp do opieki zdrowotnej w danym regionie, miejsce w szkole dla dzieci czy prawo głosu w wyborach. Zajmuje się też aktami stanu cywilnego, a więc na przykład zawarciem małżeństwa, rozwodem czy zmianą nazwiska. To funkcje, które w Polsce są rozdzielone między kilka różnych urzędów: skarbowy, urząd stanu cywilnego, urząd gminy. To uproszczenie sprawia, że ludzie nie doceniają, jak bardzo prawidłowe zameldowanie wpływa na całość ich sytuacji w Szwecji, nie tylko na podatki.
Świadczenia rodzinne: „Przecież moje dziecko mieszka w Polsce”
Dawid: A jakie świadczenia albo możliwości finansowe są najczęściej pomijane, mimo że w określonych sytuacjach Polacy mogą mieć do nich prawo? Czy są tutaj jakieś przykłady, które szczególnie często Ci się powtarzają?
Katarzyna: Kilka rzeczy wraca regularnie. Pierwsza to świadczenia rodzinne, kiedy rodzina jest podzielona między Szwecję a Polskę, na przykład gdy jedno z rodziców pracuje w Szwecji, a dziecko na razie mieszka w Polsce. Wiele osób zakłada, że skoro dziecko nie mieszka w Szwecji, to nic im się tu nie należy, a to nieprawda. Jeśli osoba wnioskująca mieszka lub pracuje w Szwecji, można ubiegać się o świadczenie rodzicielskie, föräldrapenning, także wtedy, gdy dziecko jest w Polsce, choć wymaga to zwykle dodatkowych dokumentów i ustalenia, który kraj wypłaca w pierwszej kolejności.
Druga rzecz to dodatek mieszkaniowy dla rodzin z dziećmi, o który wiele osób w ogóle nie wnioskuje, bo z góry zakłada, że i tak się nie łapie.
Trzecia, mniej oczywista, to wsparcie na leczenie stomatologiczne, przysługujące od roku, w którym kończy się dwadzieścia lat, o ile jest się ubezpieczonym w Szwecji. To wsparcie odlicza sam dentysta od ceny wizyty, więc nie trzeba składać osobnego wniosku o zwrot, ale trzeba wiedzieć, żeby zapytać, i trafić do gabinetu podłączonego do systemu.
Czwarta to korekta zaliczki podatkowej, przydatna zwłaszcza przy kilku źródłach dochodu naraz albo dochodzie tylko przez część roku. Bez niej wiele osób przez cały rok płaci zaliczkę nieprzystającą do swojej realnej sytuacji, zamiast poprosić o korektę.
Piąta to ochrona przed wysokimi kosztami, która działa podobnie w kilku obszarach naraz: przy zwykłych wizytach lekarskich i przy lekach na receptę. W obu przypadkach po przekroczeniu określonego pułapu wydatków w ciągu roku dalsze koszty są niższe albo nie ma ich wcale. Dokładne progi kwotowe zmieniają się okresowo, więc zawsze warto sprawdzić aktualną wartość, ale sam mechanizm działa automatycznie w tle, i sporo osób w ogóle nie wie, że z niego korzysta.
Szósta, o której rodzice czasem po prostu nie wiedzą: leki na receptę objęte systemem refundacji, są dla dzieci do osiemnastego roku życia całkowicie bezpłatne.
To tylko kilka przykładów, żeby pokazać skalę zjawiska. Możliwości jest naprawdę dużo więcej, ale nie sposób wymienić ich wszystkich w jednej odpowiedzi, bo to, co komu konkretnie przysługuje, zawsze zależy od indywidualnej sytuacji.
Personnummer: Ten numer nie otwiera wszystkich drzwi
Dawid: A z drugiej strony – w jakich sytuacjach ludzie są przekonani, że coś po prostu im się należy, a później okazuje się, że sprawa jest dużo bardziej warunkowa? Czy są jakieś przykłady, które szczególnie często zaskakują osoby świeżo po przyjeździe?
Katarzyna: To zwykle działa w drugą stronę: ludzie są przekonani, że coś jest gwarantowane, a rzeczywistość okazuje się bardziej warunkowa.
Klasyczny przykład to choroba i świadczenie chorobowe. Sama diagnoza, nawet poważna, nie wystarczy. Zaświadczenie lekarskie musi opisywać, w jaki sposób choroba realnie ogranicza zdolność do wykonywania konkretnej pracy, a nie tylko nazywać schorzenie. Wiele osób jest zaskoczonych, kiedy urząd prosi o uzupełnienie dokumentacji, a to nie jest oznaka złej woli urzędnika, tylko standardowy element procedury.
Podobnie jest z przekonaniem, że sam personnummer to przepustka do wszystkiego. W rzeczywistości o prawie do konkretnego świadczenia decyduje to, czy dana osoba jest uznana za ubezpieczoną w Szwecji według kryteriów tego konkretnego świadczenia, a nie sam fakt posiadania numeru. Numer identyfikacyjny otwiera drzwi do systemu, ale nie każde drzwi za nim są od razu otwarte.
Bardzo podobnie jest ze świadczeniem rodzicielskim. Wiele osób zakłada, że skoro się pracuje i ma dziecko w Szwecji, to świadczenie automatycznie wyniesie około osiemdziesięciu procent dotychczasowej pensji. Tymczasem prawo do tej wyższej stawki zależy od tego, czy przez co najmniej 240 dni przed przewidywanym terminem porodu miało się w Szwecji odpowiednio wysoki, ubezpieczony dochód. Rodzice, którzy przyjechali do pracy stosunkowo niedawno i jeszcze nie zdążyli wypracować tego okresu, przez pierwsze sto osiemdziesiąt dni dostają znacznie niższą, zryczałtowaną stawkę, niezwiązaną z wysokością pensji. To akurat sytuacja, która najczęściej zaskakuje osoby świeżo po przyjeździe.
Odwołania: Urząd mówi „nie”. Czy to naprawdę koniec?
Dawid: Co można zrobić, kiedy urząd odrzuci wniosek albo wyda decyzję, z którą się nie zgadzamy? Czy Twoim zdaniem Polacy zbyt często odpuszczają sprawy, które można jeszcze wyjaśnić albo zakwestionować?
Katarzyna: Odmowa urzędu prawie nigdy nie jest końcem sprawy, tylko jednym z etapów. W większości przypadków przysługuje prawo do złożenia wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy, które trafia zwykle do innego referenta niż ten, kto wydał pierwotną decyzję. Termin na złożenie takiego wniosku liczy się zwykle od dnia otrzymania decyzji, najczęściej są to dwa miesiące, ale dokładny termin zawsze warto sprawdzić w samym piśmie z decyzją, bo to ono jest wiążące dla konkretnej sprawy. Jeśli ponowne rozpatrzenie nadal jest niekorzystne, kolejnym krokiem jest odwołanie do sądu administracyjnego, zwykle również w podobnym, dwumiesięcznym terminie.
Tak, ludzie odpuszczają sprawy zbyt szybko, i widzę to bardzo często. Zwykle nie dlatego, że nie mają racji, tylko dlatego, że sam formularz, termin i urzędowy język działają zniechęcająco. A to właśnie przegapienie terminu, a nie sama odmowa, najczęściej zamyka drzwi do sprawy na dobre.
Zawiłości procedur: „Moment 22” po szwedzku
Dawid: Masz za sobą setki spraw klientów. Czy jest jakaś sytuacja, która szczególnie zapadła Ci w pamięć – taka, która na początku wyglądała na prostą formalność, a ostatecznie okazała się dużo bardziej skomplikowana?
Katarzyna: Bez podawania żadnych danych osobowych opowiem o sprawie, która dobrze pokazuje, że pozorna prostota bywa myląca. Chodziło o zwrot pieniędzy od regionu za koszty leczenia, sprawę wyglądającą na formalność: klient poniósł uzasadniony koszt, miał dokumentację, wystarczyło złożyć wniosek. W praktyce zajęło to około trzech miesięcy, bo sprawa krążyła między różnymi urzędnikami, z których każdy interpretował te same wewnętrzne przepisy nieco inaczej. W pewnym momencie sami urzędnicy przyznali wprost, że przypomina im to sytuację, którą w Szwecji nazywa się „moment 22”, czyli odpowiednik naszego paragrafu 22: jedna instytucja żądała dokumentu, który mogła wystawić dopiero druga, a ta druga czekała akurat na decyzję pierwszej.
Sprawa zakończyła się pełnym zwrotem należnej kwoty. Nie dlatego, że miałam jakiś magiczny sposób na urząd, tylko dlatego, że konsekwentnie, krok po kroku, dokumentowałam każdą rozmowę i każdą sprzeczność w stanowiskach, aż w końcu ktoś po drugiej stronie zobaczył całość sprawy, a nie tylko jej fragment. Jeśli nie mogłam wejść jednymi drzwiami, kierowałam się do następnych.
Chcę jednak od razu dodać coś ważnego dla równowagi: takie mocno zagmatwane sprawy to może dziesięć procent przypadków. Reszta jest zupełnie odwrotna. Sprawa, która na pierwszy rzut oka wygląda na mega skomplikowaną, bardzo często okazuje się prosta, gdy tylko wykona się kilka telefonów i uzupełni brakującą dokumentację. Nie chcę, żeby ta jedna historia sugerowała, że każda sprawa urzędowa w Szwecji ciągnie się miesiącami, bo w mojej praktyce to raczej wyjątek niż reguła.
O Försäkringskassan dowiadujemy się czasem za późno
Dawid: Czy jest jakiś temat związany ze szwedzką administracją, o którym Polacy zazwyczaj dowiadują się dopiero wtedy, kiedy naprawdę pojawia się problem?
Katarzyna: Z mojej praktyki wraca temat rejestracji w Försäkringskassan. Ludzie zaczynają pracę, mają personnummer, i naturalnie zakładają, że są już w pełni objęci tamtejszym systemem. A później, kiedy naprawdę tego potrzebują, na przykład występując o zasiłek chorobowy, okazuje się, że formalnie nigdy nie zostali w tym systemie zarejestrowani, i cała sprawa, zamiast być prostą formalnością, wydłuża się o tygodnie w najgorszym możliwym momencie, czyli akurat wtedy, gdy komuś zależy na szybkiej decyzji.
To dobra lekcja: samo posiadanie numeru identyfikacyjnego i podjęcie pracy to nie to samo, co bycie formalnie zarejestrowanym we wszystkich systemach, które będą kiedyś potrzebne. Warto to sprawdzić na spokojnie, zanim przyjdzie moment, w którym liczy się każdy dzień.
Pułapki internetu: „Ale przecież rok temu było inaczej”
Dawid: Przepisy i procedury w Szwecji potrafią się zmieniać. Na co szczególnie uważać, żeby nie opierać swojej wiedzy na starym artykule albo poście na Facebooku? Są obszary, w których zmiany pojawiają się szczególnie często?
Katarzyna: Szczególnie uważać trzeba w tych obszarach, które zmieniają się najczęściej: zasady dotyczące a-kassy i innych świadczeń, progi i mechanizmy podatkowe oraz wymogi formalne przy rejestracji czy zakupie nieruchomości. To właśnie tam widzę najwięcej osób, które powołują się na coś, co przeczytały rok czy dwa lata temu, a przepis już wygląda inaczej. Konkretna liczba, konkretny termin, konkretny wymóg dokumentu, to zawsze najbardziej ryzykowne miejsca, bo zmieniają się najszybciej, w przeciwieństwie do ogólnych zasad, które są dużo bardziej stabilne.
Ktoś, kto opiera się na poście z grupy sprzed tej daty, może dziś działać według nieaktualnych zasad, nawet o tym nie wiedząc.
Dlatego moja rada jest prosta: zanim uznasz jakąś informację za pewnik, sprawdź, kiedy została napisana, i jeśli to możliwe, sięgnij od razu do strony samego urzędu albo do osoby, która zawodowo zajmuje się daną sprawą, a nie do czyjejś relacji sprzed kilku lat. Pojedynczy przypadek opisany przez kogoś na forum, nawet szczery i dobrze zamierzony, to zawsze jedna konkretna sytuacja z konkretnego momentu, a nie gwarancja, że dziś zadziała tak samo.
5 rzeczy, które musisz załatwić od razu
Dawid: Gdyby dzisiaj do Szwecji przyjeżdżała osoba, która nie zna tutejszego systemu i chciała od początku zrobić wszystko jak należy – jakie pięć rzeczy poradziłabyś jej załatwić albo zrobić w pierwszej kolejności?
Katarzyna:
Po pierwsze, zajmij się rejestracją i adresem od razu, nie „jak się już urządzę”. Od poprawnego zameldowania zależy naprawdę wiele innych spraw.
Po drugie, zapisz się do a-kassy, zanim jej będziesz potrzebować, najlepiej do tej właściwej dla Twojego zawodu. To niewielki, regularny koszt, który realnie chroni w razie utraty pracy.
Po trzecie, odpowiadaj na pisma urzędowe w terminie, nawet jeśli odpowiedź jest krótka albo niepełna. Termin, którego się nie dotrzyma, zamyka drzwi skuteczniej niż jakakolwiek trudna sprawa.
Po czwarte, jeśli ktoś ma reprezentować Cię przed urzędem, zadbaj przede wszystkim o to, żeby była to osoba z realną, praktyczną wiedzą, a nie ktoś, kto tylko sprawia takie wrażenie, i formalizuj to pełnomocnictwem, zamiast polegać wyłącznie na dobrej woli i telefonie znajomego. To chroni obie strony i porządkuje sprawę w aktach.
Po piąte, szukaj informacji u źródła, na stronie właściwego urzędu, a nie na grupie na Facebooku. Przepisy się zmieniają, a stare posty zostają w sieci bez daty ważności.
Jedna rzecz, którą warto zapamiętać na zawsze
Dawid: I na koniec – gdyby osoba czytająca ten wywiad miała zapamiętać tylko jedną rzecz dotyczącą życia i załatwiania spraw w Szwecji, co chciałabyś, żeby to było?
Katarzyna: Szwedzki system nie jest ani wrogi, ani wyjątkowo wyrozumiały, jest po prostu bardzo konsekwentny wobec terminów i formy. Pismo, na które odpowiesz w porę, to zwykle jeden mail albo jeden formularz. To samo pismo zignorowane przez trzy miesiące potrafi urosnąć do rozmiarów prawdziwego kryzysu. Ta różnica, między działaniem na czas a odkładaniem na później, jest w moim doświadczeniu największym pojedynczym czynnikiem decydującym o tym, czy ktoś przechodzi przez szwedzką administrację spokojnie, czy z nerwami.
Dlaczego sam angielski to za mało?
Dawid: Na sam koniec zostawmy jeszcze jeden temat, którego wcześniej nie poruszyliśmy. Czy jest coś, o co nie zapytałem, a Twoim zdaniem koniecznie powinno wybrzmieć w tym wywiadzie?
Katarzyna: Nauka języka. Angielski w Szwecji naprawdę wiele otwiera, ale to nie jest to samo co szwedzki, i traktowanie go jako wystarczającego rozwiązania na stałe to, moim zdaniem, jeden z częściej niedocenianych tematów. Czas poświęcony na naukę języka zwraca się w rzeczach, których nie da się kupić ani załatwić żadnym urzędowym skrótem: w tym, że rozumiesz, co się dzieje wokół Ciebie, a nie tylko to, co ktoś Ci przetłumaczy. W lepszej pracy, bo wiele stanowisk i awansów po prostu wymaga szwedzkiego. W relacjach z ludźmi, sąsiadami, rodzicami innych dzieci w szkole, współpracownikami przy kawie, nie tylko przy konkretnej sprawie. I w końcu w poczuciu bezpieczeństwa, tym samym, o którym mówiłam na samym początku, kiedy wspominałam własne pierwsze lata tutaj. Język jest tym kluczem, który otwiera drzwi do społeczeństwa, a nie tylko do załatwienia pojedynczej sprawy.