Pół roku pracy na Północy, pół roku w trasie. Jak praca w Norwegii i Islandii finansuje podróże dookoła świata?

Dawid Flis

18 min

Alicja i Michał przy znaku Lofoten na poboczu drogi w Norwegii
Archiwum prywatne Alicji i Michała (Przez Świat Razem)

Jak wygląda praca sezonowa w Norwegii i na Islandii od kuchni? Alicja i Michał opowiadają, jak szukają ofert nawet last minute, na co patrzą przed wyjazdem i dlaczego proste zajęcia na Północy lepiej finansują im pół roku w trasie.

Sześć lat wspólnych podróży, sezony na Islandii i w Norwegii, campervan w Nowej Zelandii. Alicja i Michał, znani jako Przez Świat Razem, łączą pracę sezonową z długimi wyjazdami i nie polecają „rzucania wszystkiego”, tylko odnalezienie własnej drogi.

W rozmowie mówią o odejściu od nart i windsurfingu, o budżecie na rok, o ofertach last minute, o tym, na co patrzą przed wyjazdem na Północ, i o pierwszej pracy sezonowej, gdy ktoś dopiero zaczyna.

Alicja i Michał w wagonie pociągu towarowego przez pustynię w Mauretanii
Archiwum prywatne Alicji i Michała (Przez Świat Razem)

Model życia: pół roku pracy, pół roku świata

Dawid: Na początek przybliżcie trochę Waszą sytuację: jak dokładnie wygląda Wasz model życia? Ile miesięcy w roku spędzacie na pracy, a ile na podróżach i od ilu lat tak funkcjonujecie?

Alicja i Michał: Nasz model życia wygląda tak, że od sześciu lat podróżujemy przez świat razem, stąd też wzięła się nasza nazwa. Wspólna praca sezonowa zaczęła się u nas w 2021 roku, ale razem na pełen etat podróżujemy już od 2020. Nigdy nie pracowaliśmy na klasycznym etacie, zawsze była to praca sezonowa.

Wcześniej byliśmy mocno związani z górami w zimie i morzem w lecie. Alicja pracowała jako ratownik wodny oraz w sekcji psów ratowniczych, a także jako menedżer szkółki narciarskiej. Ja natomiast pracowałem jako instruktor windsurfingu oraz instruktor narciarstwa.

Rok temu zrezygnowaliśmy z pracy na nartach i windsurfingu, ponieważ po prostu nie przekładało się to na finanse. Wyjechaliśmy na Islandię i od tego momentu nasze życie mocno się zmieniło. Zaczęliśmy odkładać konkretne pieniądze, co pozwoliło nam na znacznie dłuższe wyjazdy.

Jeśli chodzi o dwa ostatnie lata, schemat wyglądał tak: od maja do września pracowaliśmy na Islandii, a w tym roku w Norwegii. Po sezonie zawsze dajemy sobie miesiąc w Polsce dla siebie i dla rodziny. Podobnie przed rozpoczęciem kolejnej pracy, czyli w kwietniu.

W międzyczasie byliśmy w Nowej Zelandii na wizie Working Holiday. Teraz tam wracamy. Mamy na miejscu własnego campervana i również będziemy pracować.

Docelowo chcemy wejść w tryb: pół roku pracy i pół roku podróżowania, z przerwą na miesiąc lub dwa w Polsce. Aktualnie wychodzi tej pracy trochę więcej, więc działamy bardzo podobnie jak kiedyś na nartach czy windsurfingu, po prostu sezonowo, latem oraz zimą.

Jakie prace i czy wracają do tych samych miejsc

Dawid: Jakie to są zazwyczaj prace i w jakich branżach? Czy wracacie do tych samych pracodawców, czy za każdym razem szukacie czegoś nowego?

Alicja i Michał: Od momentu zrezygnowania z pracy z pasji na rzecz pracy dla pieniędzy wygląda to tak, że szukamy zatrudnienia na kempingach, w guesthousach czy w hotelach. Preferujemy małe, rodzinne miejsca. Atmosfera jest w nich dużo lepsza i po prostu bardziej przyjazna. Zależało nam na trafieniu do bazy, do której będziemy mogli regularnie wracać.

Aktualnie pracujemy w Norwegii i na przyszłe lato również wracamy w to samo miejsce. Trafiliśmy na super miejscówkę z fajnym szefem i dobrym pakietem benefitów. Bardzo nam się tu podoba i mamy nadzieję, że to punkt, do którego będziemy wracać przez najbliższe kilka sezonów letnich.

Co do samych obowiązków, są to najczęściej proste prace sezonowe, głównie sprzątanie. Szukamy jednak takich miejsc, gdzie możemy działać również na zewnątrz: jako woźny, ogrodnik czy pomoc przy utrzymaniu terenu.

„Nigdy nie rzuciliśmy wszystkiego”

Dawid: Pamiętacie ten moment, w którym uznaliście: „Ok, rzucamy klasyczny etat/tryb życia i przechodzimy na praca-sezon-podróże”? Co było bezpośrednim wyzwalaczem?

Alicja i Michał: Co ciekawe, czasami mamy wrażenie, że jesteśmy jedynymi takimi ludźmi w Polsce, którzy nigdy nie „rzucili wszystkiego”. U nas od zawsze plan na życie wyglądał właśnie tak i od zawsze tego chcieliśmy. Można powiedzieć, że zaprojektowaliśmy sobie takie życie na wczesnym etapie. Zmieniały się tylko kraje, prace i zasobność portfela.

Michał: Gdy miałem około 18 lat, pojechałem w wakacje do pracy na magazynie w Niemczech, żeby zarobić na swoją pierwszą podróż. Stwierdziłem wtedy, że zrobię wszystko, byle tylko nie pracować w taki sposób i znaleźć jakieś fajne miejsce. Jak się później okazało, myślenie o porzuceniu prostych prac było błędem, ale wtedy dało impuls. Zarobione pieniądze wydałem na wyjazd do Grecji, gdzie... zostałem na wyspie, tracąc bilet powrotny. Zazębiło się to tak, że przepracowałem tam dwa sezony z rzędu w biurze podróży. To był mój główny wyzwalacz. Poczułem, że właśnie tak chcę żyć: podróżować i zwiedzać.

Później plan trzeba było elastycznie dopasowywać, bo musiałem dokończyć studia. Wyjeżdżałem więc pracować jako instruktor narciarstwa i wracałem tylko na egzaminy, ale cały czas kręciło się to wokół jednego schematu: praca, sezon i podróże.

Alicja i Michał: Alicja miała podobnie. Pracowała jako ratowniczka i też ciągnęło ją w świat. Poznaliśmy się zresztą na kierunku Turystyka i Rekreacja, więc nawet wybór studiów był bezpośrednio powiązany z naszą pasją.

Gdy zaczęliśmy być razem, wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, co chcemy robić. Nie zawsze było łatwo utrzymać ten tryb życia, ale ostatnie lata pokazały nam, że naprawdę da się tak funkcjonować na stałe. Rozwijamy się też jako twórcy w internecie, piszemy kilka książek naraz i wychodzi to bardzo naturalnie. My nie będziemy Wam polecać rzucenia wszystkiego, tylko odnalezienie swojej drogi :)

Budżet na rok: odkładanie i spokój

Dawid: Przejdźmy do twardych faktów i finansów: jak buduje się budżet na taki rok? Czy praca sezonowa pozwala Wam odłożyć tyle, by potem bez stresu żyć i podróżować przez resztę miesięcy?

Alicja i Michał: Jeżeli chodzi o finanse, przez wiele lat uczyliśmy się, jak właściwie ogarniać budżet. Kiedyś wydawaliśmy 110% tego, co zarobiliśmy, przeznaczając absolutnie wszystko na podróże. Dzisiaj jesteśmy już spokojni. Nauczyliśmy się tak funkcjonować, że jesteśmy w stanie odłożyć środki, mieć zaplecze na czarną godzinę i jednocześnie dalej odkrywać świat.

Staramy się zawsze mieć gotowy plan aż do kolejnej pracy sezonowej i tak rozkładać budżet, żeby go nie przekroczyć. Nasze podróże z założenia są budżetowe, dzięki czemu udaje nam się nie przepłacać.

Planowanie wyjazdu, gdy rzeczywistość jest inna

Dawid: Jak wygląda planowanie wyjazdu od strony praktycznej? Co robicie, kiedy rzeczywistość na miejscu okazuje się droższa, trudniejsza albo po prostu zupełnie inna od tego, czego się spodziewaliście?

Alicja i Michał: Świetne pytanie, zaczniemy od końca. Jeśli chodzi o nasze podróże, nie mamy wielkich oczekiwań co do samych miejsc. Bierzemy je po prostu takimi, jakimi są. Czy to państwa w Afryce, gdzie śmieci walają się po ulicach, czy idealnie czysta Japonia, gdzie trudno znaleźć choćby papierek. Po prostu wszędzie potrafimy dostrzec coś fajnego. Lokalesi na podróżach nigdy nas nie zawiedli i to właśnie ich najbardziej pamiętamy. To oni tworzą nam obraz kraju. Oczywiście nie chodzi o to, że nie widzimy problemów tzw. krajów trzeciego świata. Dostrzegamy je, ale szukamy też pozytywnych aspektów. Polska też nie jest idealna i żaden kraj taki nie jest.

A co do finansów, szczerze mówiąc, potrafimy zrobić budżetowo absolutnie każdy kraj. Utwierdziliśmy się w tym przekonaniu po zrobieniu za koszt wakacji nad Bałtykiem Fidżi, Samoa i Hawajów w jednej podróży. Najdroższe w podróży bywają loty, ale na reszcie potrafimy mocno zaoszczędzić. Gdy w Japonii podróżowaliśmy przez 42 dni bez wielkiego budżetu, spaliśmy po części pod namiotem, na Couchsurfingu, a czasem w salonach karaoke, gdzie wynajmowało się małe boksiki na godziny. Żeby ciąć koszty, w swoim życiu spaliśmy już w tirach z kierowcami podczas autostopu, w busach, na dworcach, lotniskach czy na podłodze u koleżanki w Londynie. Szukamy wszelkich sposobów i gdy budżet jest niewielki, po prostu tak kombinujemy, żeby nie wrócić spłukanymi. Od kiedy zaczęliśmy pracować w krajach nordyckich, jest pod tym względem trochę łatwiej.

A jak wygląda planowanie wyjazdu od strony praktycznej? Dyskutujemy razem, gdzie chcielibyśmy pojechać, jakie mamy marzenia i na co pozwala budżet. Najczęściej kupujemy bilety w jedną stronę, tworząc później tzw. open jaw. Wygląda to tak, że szukamy taniego wylotu z Polski, na przykład na Tajwan, potem patrzymy, jak stamtąd tanio dolecieć w stronę Nowej Zelandii, np. przez Japonię, i tak po kolei łączymy kropki. W ten sposób zrobiliśmy już pętlę dookoła świata i zaraz wyruszamy w drugą.

Wspomagamy się Skyscannerem, Google Flights, Redditem, grupami na Facebooku i Instagramem. Powiem szczerze: Michał jest mistrzem w szukaniu takich ukrytych perełek. To po prostu jego hobby. Często przed pójściem spać sprawdza tanie kierunki i ma w głowie całą siatkę połączeń. Wie dokładnie, z jakiego lotniska i jakimi liniami da się dokądś dolecieć za grosze.

Formalności: podatki, ubezpieczenie, własny kąt

Dawid: Co robicie z kwestiami formalnymi, takimi jak podatki, ubezpieczenie zdrowotne, rezydentura czy wynajem mieszkania?

Alicja i Michał: Jeśli chodzi o kwestie formalne, w każdym kraju pracujemy w pełni legalnie. Mamy normalne kontrakty, dzięki czemu posiadamy ubezpieczenie i prawo do opieki medycznej dokładnie tak samo, jak pracując w Polsce. Przed wyjazdem do jakiegokolwiek miejsca zawsze skrupulatnie sprawdzamy wymagane dokumenty i to, jak lokalnie wygląda kwestia ewentualnej wizyty u lekarza.

Wizy załatwiamy z wyprzedzeniem. Dobrym przykładem była wiza Working Holiday do Nowej Zelandii. W przypadku Polski obowiązuje limit zaledwie 100 miejsc rocznie, a rekrutacja rusza jednego konkretnego dnia. Trzeba było się do tego przygotować dużo wcześniej i zaaplikować w punkt, bo chętnych jest znacznie więcej niż dostępnych wiz.

Na co dzień staramy się zdrowo odżywiać i uprawiać sport, więc w trakcie sezonów zdrowie nam dopisuje. Do tej pory nie mieliśmy żadnego wypadku ani poważnej choroby, która wymagałaby hospitalizacji.

A co z własnym kątem? Pieniądze odkładane z pracy sezonowej zbieramy właśnie z myślą o własnym miejscu w Polsce.

Szukanie pracy na kolejny sezon

Dawid: Jak wygląda szukanie pracy na kolejny sezon? Z jakim wyprzedzeniem trzeba zacząć się rozglądać? Na co dzisiaj zwracacie największą uwagę w ofertach i co koniecznie sprawdzacie przed wyjazdem?

Alicja i Michał: Zgodnie ze sztuką należałoby odpowiedzieć, że każdy sezon planuje się pół roku wcześniej i wtedy trzeba zacząć szukać pracy. Prawda jest jednak taka, że rok temu na Islandii znaleźliśmy zatrudnienie miesiąc przed wyjazdem, a w tym roku w Norwegii dwa tygodnie przed startem. Co więcej, na Islandii drugą pracę znaleźliśmy wręcz w samym środku sezonu! Dobrym przykładem jest też Alicja, która w Szwajcarii po prostu chodziła od drzwi do drzwi z CV w ręku i dwa lata z rzędu w ten sposób ogarnęła sobie zatrudnienie.

Wydaje nam się, że choć najlepsze oferty teoretycznie pojawiają się wcześniej, to i tak trzeba mieć sporo szczęścia. Trzeba trafić akurat na dzień, w którym rekruter skrupulatnie obejrzy Wasze CV i wpadniecie mu w oko. Szczęście przy takich poszukiwaniach odgrywa dużą rolę. Z drugiej strony nie powiemy też, że oferty last minute są najgorsze. Sami dostaliśmy w ten sposób świetną pracę w Norwegii, w której aktualnie jesteśmy.

Więc szczerze mówiąc, ciężko wyrokować. Wyczucie czasu i szczęście trzeba po prostu mieć :)

Jak wygląda nasze szukanie pracy krok po kroku?

  • Najpierw zawężamy poszukiwania do konkretnego kraju.
  • Potem wybieramy charakter miejsca. Dla nas kluczowe jest małe, rodzinne miejsce, gdzie zakres obowiązków jest różnorodny i nie ogranicza się tylko do sprzątania.
  • Gdy mamy te kryteria, po prostu odpalamy Google Maps, szukamy obiektów w interesującym nas regionie i piszemy bezpośrednio.

Wiemy, że odezwaliście się do nas z portalu Nordjobs.pl, który zbiera oferty ze Skandynawii. Dla osób, które dopiero zaczynają i nie bardzo wiedzą, jak się za to zabrać od zera, szukanie przez taki wyspecjalizowany portal to może być niezła opcja na start. Pewnie też dla specjalistów, bo można znaleźć oferty z danej specjalizacji bez ślepych trafów z Google Maps. My zazwyczaj uderzamy bezpośrednio do pracodawców.

Na co zwracamy uwagę przy wyborze oferty?

  • Dni wolne: czy będziemy mieli je dokładnie w te same dni, żeby spędzać czas razem.
  • Kwestie finansowe: ile podatku zabierze nam państwo i jak wychodzimy na czysto.
  • Warunki na miejscu: czy pracodawca zapewnia zakwaterowanie, wyżywienie oraz auto, z którego możemy korzystać w wolne dni.
  • Atmosfera i kultura pracy: zawsze o to dopytujemy. Interesuje nas, jak wyglądają relacje w teamie oraz jak wyglądają przerwy w ciągu dnia. Czy są jakieś wyjścia na wspólne aktywności w zespole.
  • Dodatkowe benefity: uwielbiamy saunę, więc w krajach nordyckich wręcz nie wyobrażamy sobie miejsca pracy bez dostępu do niej!
  • Formalności: przed wylotem skrupulatnie sprawdzamy też przepisy celne, żeby wiedzieć, co dokładnie możemy wwieźć do danego kraju i uniknąć wtop na lotnisku.

Sprawdzamy również, co wolno, a czego nie można wwieźć do danego kraju, już na etapie pakowania. Zastanawiamy się też wtedy, co warto ze sobą zabrać, a czego na miejscu może brakować. W krajach nordyckich często pracuje się w miejscach oddalonych od miast, więc pakujemy ze sobą ulubione suplementy czy sprawdzone kosmetyki. Michał zabiera zawsze również wydanie Przeglądu Sportowego :). Lubimy też prowadzić mały ogródek, więc zdarza nam się brać ze sobą nasiona rzodkiewki czy sałaty, żeby posadzić je na miejscu. Do tego dochodzą książki i kabel HDMI :). Taka baza na wyjazd.

Turbina wiatrowa na tle nieba
Zobacz oferty

Najtrudniejszy moment: Islandia zamiast nart

Dawid: Jaki był Wasz dotychczas najtrudniejszy moment, organizacyjnie, finansowo lub emocjonalnie?

Alicja i Michał: Przełomowy był zeszły rok, kiedy podjęliśmy decyzję o rezygnacji z kolejnego sezonu w roli instruktora narciarstwa i razem wyjechaliśmy sprzątać na Islandię. To był moment, w którym przeorganizowaliśmy swoje życie na rzecz większej liczby godzin pracy i zajęcia, do którego idzie się po prostu po to, żeby zarobić konkretne pieniądze, a nie tylko dlatego, że jest fajnie i rozwija się pasję. A później z tych pieniędzy zyskujemy satysfakcję, którą czerpiemy potem w podróży i w codziennym życiu.

To był trudny moment, bo stanęliśmy przed wyborem: albo porzucamy dotychczasowy styl życia, albo go lekko modyfikujemy. Stwierdziliśmy, że wybieramy tę drugą drogę. Nie zrezygnowaliśmy z pracy sezonowej, ale po prostu zamieniliśmy ją na inną.

Relacje, rodzina i poczucie stabilizacji

Dawid: Czy taki tryb życia nie wpływa negatywnie na relacje ze znajomymi, rodziną albo Wasze poczucie stabilizacji? Jak sobie z tym radzicie?

Alicja i Michał: Na pewno były momenty, kiedy ten tryb życia wpływał negatywnie na nasze relacje. Przez to, jak żyjemy, mamy dziś niewielkie grono prawdziwych przyjaciół. Z drugiej strony dzięki temu szybko zweryfikowaliśmy, na kogo tak naprawdę możemy liczyć. Jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć naszej codzienności, tego, że w podróży bywamy bez zasięgu, a po ciężkim sezonie jesteśmy padnięci i po prostu brakuje nam sił czy czasu, żeby od razu zadzwonić i odpisać, to po prostu nie ma miejsca w naszym życiu. Żyjemy inaczej niż większość i zaakceptowanie tego wymagało też kilku lat od naszej rodziny.

Dziś jest już łatwiej, bo prowadząc duży i rozpoznawalny profil w internecie, pokazujemy naszą codzienność i ludzie widzą, jak to naprawdę wygląda. Kiedyś bywało tak, że czuliśmy się absolutnie niezrozumiani przez otoczenie. I bywają momenty, że nadal tak jest, ale najważniejsze, że jesteśmy w tym wszystkim razem.

A jak wygląda u nas kwestia stabilizacji? Kiedyś jej nie mieliśmy, bo cała kasa szła na bieżąco na wyjazdy. Teraz wiemy, po co pracujemy. Część pieniędzy skrupulatnie oszczędzamy, żeby postawić wreszcie coś własnego w Polsce, i to daje nam na razie wirtualne, ale jednak poczucie bezpieczeństwa i sensu. Co ciekawe, sama praca sezonowa również nam tę stabilizację zapewnia. Przez te 5 do 6 miesięcy w roku budzimy się w jednym miejscu, w tym samym łóżku. Mamy stałe godziny wstawania i spania, pieczemy własny chleb na zakwasie, dbamy o treningi i dietę, a dopiero potem „odpalamy się” na czas podróży.

Przez te wszystkie lata wypracowaliśmy własny rytm. Wiemy, że wiosna i jesień to czas na spotkania z bliskimi w Polsce. Miał to być moment, w którym nasze życie zwalnia, ale prawda jest taka, że w ten jeden miesiąc w kraju jest zawsze tyle do załatwienia, że czas pędzi dwa razy szybciej i zawsze go brakuje.

3 pierwsze kroki na start

Dawid: Gdyby ktoś chciał pójść Waszymi śladami i wystartować z pierwszą pracą sezonową w tym roku, od jakich 3 pierwszych kroków powinien zacząć?

Alicja i Michał: Jak już wcześniej wspomnieliśmy, pierwszym krokiem jest zawężenie poszukiwań do konkretnego kraju. Jeśli zależy nam na przygodzie i ciepłym klimacie w wakacje, warto szukać ofert w Grecji, Chorwacji czy Hiszpanii. Jeśli priorytetem są dobre finanse, celujemy w kraje nordyckie. A jeśli ktoś jest w czymś specjalistą, np. instruktorem windsurfingu, po prostu szuka miejsc tam, gdzie działają odpowiednie bazy i szkółki.

Drugi krok to wybór metody szukania zatrudnienia: bezpośrednie pisanie do konkretnych obiektów, poczta pantoflowa i kontakty ze znajomymi, agencje albo dedykowane serwisy rekrutacyjne, takie jak Nordjobs.pl.

A trzeci krok, który tak naprawdę powinien stać na samym początku, to formalne przygotowanie: CV, dopracowane, czytelne i z dobrym, profesjonalnym zdjęciem. Referencje zebrane z poprzednich prac, najlepiej po angielsku, jeśli celujemy w wyjazd za granicę. Wiadomość do pracodawcy, przemyślany, wyróżniający się mail, który sprawi, że rekruter zwróci na nas uwagę wśród dziesiątek innych zgłoszeń.

Energia odnawialna nad morzem

Dobre oferty nie czekają.

Aplikuj szybciej na kolejne sezony.

Załóż konto

Social media po godzinach

Dawid: Łączenie pracy z prowadzeniem social mediów oznacza, że po zakończeniu jednej pracy zaczyna się kolejna. Jak wygląda to u Was w praktyce i jak znajdujecie czas oraz energię na tworzenie treści?

Alicja i Michał: Przede wszystkim to nasze hobby, które daje nam mnóstwo satysfakcji. Od lat dzielimy się wszystkim za darmo, zupełnie nie myśląc o tym, że moglibyśmy na tym w przyszłości cokolwiek zarabiać. Bardzo zależy nam na tym, aby nie stracić autentyczności i prostej radości z tego, co robimy.

Naszą wielką pasją jest fotografia. Michał robi zdjęcia od ponad 20 lat, a zaczynał od podkradania aparatów rodzicom. Uwielbiamy też filmować z drona i ogólnie tworzyć treści. Oprócz tego piszemy obecnie kilka książek. Po prostu to lubimy, więc tak spędzamy wolny czas. Ktoś inny ogląda Netflixa, my zresztą też od czasu do czasu, a my siadamy i montujemy rolki, co daje nam potem masę radości.

Dzielimy się pracą. Czasami robi coś Michał, czasami Alicja, żeby żadne z nas nie czuło się przeciążone. Robimy to z czystej zajawki. Po pracy, zamiast bezmyślnie scrollować Instagrama, wolimy tworzyć na niego treści, przy okazji się rozwijając i ucząc. Chcemy pokazywać ludziom fajne miejscówki i dawać przykład, jak podróżować budżetowo.

Czasami poświęcamy na to sporo czasu. Są projekty wymagające większego nakładu pracy, ale są też treści, które tworzymy w pół godziny i mamy gotowy materiał na następny dzień. Staramy się też łapać ciągłość: robimy więcej materiałów jednego dnia, żeby przez kolejne kilka dni mieć spokój. Zależy nam na regularności, bo traktujemy to jako dobrą rutynę, w której chcemy się rozwijać i spełniać. Fajnie by było, gdyby to wszystko zaczęło się ze sobą dobrze spinać.

Druga strona Instagrama

Dawid: W mediach społecznościowych widzimy piękne kadry. A jak wygląda ta druga strona medalu, której nie widać na Instagramie?

Alicja i Michał: Chcecie wiedzieć, jak to wygląda naprawdę? Prosimy bardzo :) Niewyspanie w drodze, ciasne i spocone plecy od noszenia ciężkich plecaków, bolący kręgosłup i niewygodne łóżka w pokojach, po których potrafiły biegać myszy czy szczury. Do tego trudne widoki: wychudzone, cierpiące psy na ulicach albo śmieci wyrzucane wprost do natury i palone na teoretycznie rajskich plażach. W pracach sezonowych dochodzi jeszcze nierówne traktowanie pracowników.

Jednak na naszym Instagramie, może nie zawsze w samych rolkach, ale regularnie na relacjach, pokazujemy backstage naszego życia i podróży od tej drugiej strony. Pokazujemy też naszą pracę sezonową i to, jak czyścimy kibelki. Chcemy pokazywać rzeczywistość taką, jaka jest. Fajnie jest wrzucać piękne kadry i widoki, ale uważamy, że trzeba pokazywać też normalność: deszcz, zmęczenie, spanie na lotnisku czy nietrafione noclegi. Ludzie często mówią nam, że jesteśmy autentyczni i myślimy, że to właśnie dlatego. Nie zatracamy się wyłącznie w pięknych obrazkach.

Jednocześnie żyjemy według zasady, że szklanka jest zawsze do połowy pełna. Staramy się wyciągać z każdego miejsca to, co najlepsze, zamiast popadać w narzekanie. To nie tak, że przymykamy oko na zło, ale wolimy skupiać się na pozytywach, bo dzięki temu po prostu żyje się lepiej. Zdarza się też, że pewnych tematów celowo nie wyciągamy na forum. Kwestie takie jak trudne sytuacje czy mobbing w pracy traktujemy jako sprawy prywatne, którymi nie musimy dzielić się publicznie.

Najważniejsza rada na pierwszy krok

Dawid: Na koniec: jaka jest jedna, najważniejsza rzecz, którą chcielibyście przekazać komuś, kto stoi teraz przed decyzją o wyjeździe i panicznie boi się zrobić ten pierwszy krok?

Alicja i Michał: Chcielibyśmy przekazać tej osobie, że mimo iż pracowaliśmy już w dziewięciu krajach na świecie, za każdym razem, idąc w nowe miejsce, tak naprawdę zaczynaliśmy od zera. Nie znaliśmy tam nikogo, często nie znaliśmy lokalnego języka, bo posługujemy się tylko angielskim, nie wiedzieliśmy, co nas spotka ani ile zarobimy. Zawsze towarzyszy temu niepewność. I cały czas to się dzieje.

Mimo że z czasem i doświadczeniem zaczęliśmy się tym mniej przejmować, stres przy wchodzeniu w nowe środowisko pojawia się zawsze. W końcu to zupełnie inny poziom stabilności niż w standardowym trybie życia. I to jest w pełni naturalne.

Rada w stylu „nie bój się” brzmi banalnie, ale najważniejsze to wiedzieć jedno: nie jesteś w tym dziwny ani odosobniony. Mnóstwo ludzi przeżywa dokładnie to samo. Trzeba po prostu być sobą, brać sytuację taką, jaka jest, i przede wszystkim próbować. Dla nas to słowa-klucze, którymi sami się posługujemy: próbować, słuchać swojego serca, iść za nim i po prostu słuchać samego siebie.

Dziękujemy za wspólny czas, Czytelniku. PRZEZ ŚWIAT RAZEM <3

Oferty blisko tematu wywiadu

Hotele, kempingi, sprzątanie i sezonówka w Norwegii.

Wszystkie oferty
  • HammerfestStacjonarnie

    Renholder — Alessa AS

    Wynagrodzenie do ustalenia
    NO
    Z doświadczeniemStała
    Nowa
  • MosjøenStacjonarnie

    Kucharz w Fru Haugans Hotel

    Wynagrodzenie do ustalenia
    NONiepełny wymiar godzin
    Z doświadczeniemStała
    Nowa
  • HaganStacjonarnie

    Serwisanci na sezon

    Wynagrodzenie do ustalenia
    NONiepełny wymiar godzin
    Z doświadczeniemTymczasowa
    Nowa
  • SvingvollStacjonarnie

    Pracownik porządkowy — Thon Hotel Skeikampen

    Wynagrodzenie do ustalenia
    Zakwaterowanie
    Z doświadczeniemTymczasowa
    Nowa
  • OsloStacjonarnie

    Doświadczeni pracownicy sprzątający do hotelu

    Wynagrodzenie do ustalenia
    NONiepełny wymiar godzin
    Z doświadczeniemTymczasowa
    Nowa
  • ØlveStacjonarnie

    Kucharz — Ølve Alderspensjonat

    Wynagrodzenie do ustalenia
    NONiepełny wymiar godzin
    Z doświadczeniemStała
    Wygasa za 10 dni