„To nie jest moja pasja. To po prostu moja praca.” Katarzyna Milewska o kontrakcie 4/4 na Morzu Północnym
12 minCzas czytania: 12 min

Cztery tygodnie na morzu, cztery w domu. Katarzyna Milewska opowiada, jak naprawdę wygląda życie na statku standby, co daje jej praca na Morzu Północnym, co kosztuje ją prywatnie i od czego zacząć, jeśli samemu myśli się o pracy na morzu.
Cztery tygodnie na morzu, cztery w domu. Katarzyna Milewska, absolwentka Uniwersytetu Morskiego, pracuje na kontraktach w systemie 4/4 na Morzu Północnym. Do pracy na statku trafiła właściwie przez przypadek. Dziś mówi wprost: praca na morzu nie była jej marzeniem i nie jest jej pasją. To po prostu jej praca.
W rozmowie opowiada o tym, jak wygląda typowy dzień na statku standby, pracy w systemie 4/4, życiu z tą samą załogą przez kilka tygodni, cenie, jaką płaci się za rozłąkę z bliskimi, oraz o tym, od czego zacząć, jeśli ktoś sam myśli o pracy na morzu.
Przypadek, nie marzenie
Dawid: Zacznijmy od początku. Jak to się stało, że znalazłaś się na statku? Czy od zawsze było to Twoim marzeniem, czy był to zupełny przypadek?
Katarzyna: To był kompletny przypadek. Kiedyś wygrałam konkurs, dzięki któremu znalazłam się na pokładzie statku. Były tam osoby, które studiowały nawigację i wtedy zorientowałam się, że w ogóle istnieje taka ścieżka zawodowa. To nie było dla mnie oczywiste, bo jestem z Mazowsza i wcześniej nie znałam nikogo, kto pracowałby w ten sposób.
Miałam dwadzieścia kilka lat i pomyślałam sobie, że to jest czas, kiedy mogę próbować zupełnie nowych rzeczy i zobaczyć, dokąd mnie to zaprowadzi. Zdecydowałam się pójść na studia na Uniwersytet Morski.
Nigdy nie było to moje marzenie i, wbrew temu, co wiele osób zakłada, praca na morzu nie jest też moją pasją. To jest po prostu moja praca.
Pierwsza praca: kursy, ogłoszenie, tydzień później na pokładzie
Dawid: Na czym polegała Twoja pierwsza praca na statku? Jakie wymagania musiałaś spełnić, aby ją dostać i przede wszystkim: jak ją znalazłaś?
Katarzyna: Pracę znalazłam przez zwykłe ogłoszenie na portalu morskim. W tamtym czasie sporo moich znajomych ze studiów szło na statki typu standby, więc w moim otoczeniu był to dość popularny kierunek szukania pracy.
Żeby zacząć, musiałam zrobić wymagane kursy, których było całkiem sporo. Natomiast później wszystko potoczyło się bardzo szybko, bo chyba tydzień po skończeniu kursów weszłam na statek. Myślę, że miałam wtedy sporo szczęścia.
System 4/4: miesiąc na morzu, miesiąc w domu
Dawid: Jak wygląda system pracy na kontrakcie? Ile tygodni jesteś na morzu, a ile później masz wolnego na lądzie? Czy kiedy jesteś na statku, pracujesz codziennie, czy masz dni wolne? Jak wygląda Twój grafik w praktyce?
Katarzyna: Pracuję w systemie cztery tygodnie na morzu i cztery tygodnie w domu. Czyli przez miesiąc jestem cały czas na statku, a później mam miesiąc wolnego.
Na naszym statku zazwyczaj nie pracujemy w niedziele i przez większość sobót. Jeżeli nie mam w nocy lookoutu na mostku, to pracuję na pokładzie od siódmej do siedemnastej.
Typowy dzień: łodzie ratownicze, rdza i ćwiczenia
Dawid: Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? Ile godzin pracujesz, jakie masz obowiązki i czym dokładnie się zajmujesz?
Katarzyna: Typowy dzień pracy na pokładzie zaczynamy o siódmej rano. Najpierw sprawdzamy nasze łodzie ratownicze, czy wszystko jest z nimi w porządku i czy są gotowe do natychmiastowego użycia, gdyby zaszła potrzeba.
Później wykonujemy prace, które na dany dzień zaplanował chief officer. Latem są to przede wszystkim prace konserwacyjne na zewnątrz: usuwanie rdzy, szlifowanie, malowanie i generalnie dbanie o statek. Zimą więcej rzeczy robimy wewnątrz, bo warunki na Morzu Północnym często nie pozwalają na komfortową pracę na pokładzie.
Ze względu na specyfikę naszego statku bardzo dużo też ćwiczymy. Pływamy łodziami ratowniczymi i ćwiczymy podejmowanie manekinów z wody w bardzo różnych warunkach i przy różnej wysokości fali. Do tego dochodzą ćwiczenia medyczne oraz inne standardowe ćwiczenia bezpieczeństwa, które odbywają się również na innych statkach.

Kobieta na statku: dużo zależy od załogi
Dawid: Jesteś kobietą w środowisku, które stereotypowo kojarzy się z mężczyznami. Czy zdarzyło Ci się poczuć, że przez to jesteś traktowana inaczej niż koledzy? I czy bycie kobietą ma w takim środowisku więcej wad czy zalet?
Katarzyna: To jest trudne pytanie, bo bardzo dużo zależy od ludzi, z którymi akurat trafisz na statek. Nawet w obrębie jednej firmy możesz spotkać zupełnie różne załogi i zupełnie różne podejście do kobiet.
W mojej firmie kobiet pływa już całkiem sporo, więc większość załóg jest po prostu przyzwyczajona do pracy w mieszanych zespołach. Nie jest to dla nich nic szczególnie niezwykłego.
Czasem na początku rzeczywiście było czuć pewien dystans. Miałam czasami wrażenie, że trochę nie wiedziano, jak się przy mnie zachowywać, co można powiedzieć czy jak ze mną rozmawiać. Ale zazwyczaj po kilku dniach atmosfera się rozluźniała, poznawaliśmy się i później funkcjonowaliśmy już zupełnie normalnie.
Natomiast słyszałam od swoich koleżanek, a także z wiadomości, które dostaję w związku z prowadzeniem profilu na Instagramie, historie innych kobiet o tym, w jaki sposób były traktowane na statkach. I uważam, że ja miałam i nadal mam bardzo dużo szczęścia, bo niektóre z tych historii naprawdę przyprawiają o dreszcze.
Chciałabym więc zaznaczyć, że jeżeli na statku dzieje się coś, co sprawia, że czujesz się niekomfortowo albo po prostu dzieje Ci się krzywda, należy to zgłaszać. Można zwrócić się do kapitana czy do HR, bezpośrednio do firmy. Na statkach są również wyznaczone kanały, za pomocą których można zgłaszać takie sytuacje.
Nawet jeżeli masz poczucie, że osoba, która przekracza Twoje granice, ostatecznie nie poniesie konsekwencji, i tak warto reagować i zgłaszać, że coś takiego ma miejsce.
Zamknięty świat: fajna załoga albo cztery trudne tygodnie
Dawid: Statek to właściwie mały, zamknięty świat. Jak wygląda życie z tymi samymi ludźmi przez wiele dni czy tygodni? Czy można się do tego przyzwyczaić?
Katarzyna: Tak, jak najbardziej można się do tego przyzwyczaić, chociaż bardzo dużo zależy od tego, na jaką załogę się trafi. Ja akurat mam naprawdę fajnych i sympatycznych ludzi. Często oglądamy razem filmy, ostatnio nawet ćwiczyliśmy razem na rufie statku.
Ale to ma też drugą stronę. Na statku nie możesz po pracy po prostu wrócić do swojego mieszkania i odciąć się od ludzi, z którymi pracujesz. Jeżeli w tak małej załodze trafi się chociaż jedna osoba, z którą jest Ci bardzo trudno, to przez cztery tygodnie właściwie nie masz możliwości całkowicie jej uniknąć. I to potrafi naprawdę uprzykrzyć życie.
Dlatego na statku bardzo ważna jest umiejętność współpracy z bardzo różnymi ludźmi.
Co Cię omija, kiedy jesteś na morzu
Dawid: Czy zdarzają Ci się momenty, kiedy myślisz: „Może coś mnie omija”? Wyjazdy ze znajomymi, rodzinne wydarzenia, zwykła codzienność. Czy czasami masz poczucie, że płacisz za tę pracę życiem prywatnym?
Katarzyna: Tak, takie momenty zdarzają mi się właściwie na każdym kontrakcie. Zazwyczaj przychodzą wtedy, kiedy pojawia się jakiś gorszy moment, bo będąc na statku widzisz, że życie Twojej rodziny i znajomych normalnie toczy się dalej. Są urodziny, wesela, święta, czasami niestety też pogrzeby czy inne ważne rodzinne wydarzenia, na których po prostu nie możesz być.
I chyba właśnie to jest jedna z większych cen tej pracy. Przy systemie cztery na cztery statystycznie połowę takich rzeczy spędzam w domu, a połowę na statku. Więc tak, czasami mam poczucie, że coś mnie omija.
Pieniądze, czas i odrobina przygody
Dawid: Co sprawia, że mimo tych wszystkich wyrzeczeń nadal wybierasz życie na statku? Co dostajesz w zamian, czego nie znalazłabyś w pracy na lądzie?
Katarzyna: Nie będę ukrywać, że jednym z głównych powodów są pieniądze. Myślę, że czasami mamy takie przekonanie, że praca koniecznie musi być naszą pasją, a przecież większość ludzi pracuje przede wszystkim po to, żeby zarabiać.
Zaraz po studiach raczej nie znalazłabym na lądzie pracy, która dawałaby mi podobne zarobki. Dzięki temu mogłam odkładać pieniądze i przeznaczać je na rzeczy, które są dla mnie ważne.
Druga rzecz to czas. W skali roku mam około pół roku wolnego i to daje mi ogromną swobodę. Mogę podróżować, realizować swoje rzeczy i przez te cztery tygodnie w domu właściwie sama decydować o swoim czasie.
No i jest w tym jednak trochę przygody. Dzięki tej pracy trafiam w miejsca, do których sama prawdopodobnie nigdy nie wpadłabym na pomysł pojechać. Jeżeli mam podmianę w jakimś ciekawym porcie, czasami mam okazję trochę pozwiedzać. W ten sposób trafiłam chociażby na Szetlandy.
Przygoda kontra rutyna
Dawid: Ile w tym zawodzie jest przygody, a ile zwyczajnej, ciężkiej pracy? Co ludzie wyobrażają sobie o życiu marynarza, a jak wygląda rzeczywistość?
Katarzyna: Przygody oczywiście czasami się zdarzają. Szczególnie kiedy trafiamy na trudne warunki pogodowe, duże fale, kiedy rzeczy zaczynają nam latać po statku albo wydarza się coś, czego kompletnie się nie spodziewaliśmy. Takich niecodziennych sytuacji jest tutaj zdecydowanie więcej niż w pracy biurowej na lądzie.
Myślę też, że ta praca bardzo mocno pokazuje, jak człowiek reaguje na stres i na sytuacje, nad którymi nie ma do końca kontroli. Pogody nie zmienisz, fal nie zmniejszysz, więc po prostu musisz nauczyć się w tym funkcjonować.
Ale mimo wszystko większość czasu to jest zwyczajna, rutynowa praca. Po jakimś czasie wchodzisz w swój rytm: praca, jedzenie, siłownia, chwila dla siebie, sen i następnego dnia od początku. I wtedy naprawdę nie myślisz: „Wow, jestem na środku morza”. Po prostu jesteś w pracy.
Statek od kuchni: procedury i papierologia
Dawid: Jak wygląda statek „od kuchni”? Co najbardziej zdziwiłoby osobę, która nigdy nie była na pokładzie, zarówno jeśli chodzi o pracę, jak i codzienne życie załogi?
Katarzyna: Myślę, że osobę, która pierwszy raz znalazłaby się na statku, najbardziej zaskoczyłoby to, jak dużo jest tutaj procedur, instrukcji, checklist i papierologii. Tak naprawdę do większości rzeczy mamy określony sposób postępowania.
To nie wygląda tak, że pracuję na pokładzie, więc po prostu biorę szlifierkę i idę szlifować. Zanim zacznę taką pracę, muszę wypełnić odpowiednią dokumentację. Zapoznajemy się z zagrożeniami związanymi z konkretną pracą, określamy, jak się przed nimi zabezpieczyć, dokument musi zostać zatwierdzony i dopiero wtedy możemy zacząć.
I takich procedur jest naprawdę mnóstwo. Dla nas po jakimś czasie staje się to zupełnie normalne, ale wydaje mi się, że ktoś, kto przyszedłby tutaj prosto z lądu, byłby zaskoczony, jak bardzo sformalizowane jest właściwie wszystko, co robimy.

Powrót do domu: odliczanie do podmiany
Dawid: Jak wygląda powrót do domu? Po długim czasie na statku bardziej cieszysz się, że wracasz, czy potrzebujesz kilku dni, żeby znowu przyzwyczaić się do życia „na lądzie”?
Katarzyna: Zawsze bardzo się cieszę, kiedy wracam do domu. Potrzebuję chyba pierwszych dwóch dni, żeby tak naprawdę dotarło do mnie, że już jestem na lądzie i nie muszę następnego dnia wstawać do pracy. Nie ukrywam, że powroty do domu to chyba najlepsze momenty związane z tą pracą. Pod koniec kontraktu właściwie wszyscy już odliczamy dni do podmiany i czekamy na moment, kiedy w końcu pojedziemy do domu.
Kontrakty na rok, nie od rejsu do rejsu
Dawid: Jak wygląda kwestia kolejnych kontraktów? Kiedy kończy Ci się jeden, masz już zazwyczaj ustalony następny, czy dopiero wtedy zaczynasz szukać kolejnej pracy? To pracodawca kontaktuje się z Tobą z propozycją kolejnego kontraktu, czy sama musisz się o niego starać?
Katarzyna: W moim przypadku są to kontrakty podpisywane na rok i podpisałam ich dotychczas cztery.
Nie wygląda to więc tak, że po każdych czterech tygodniach na statku kończy mi się umowa i zaczynam szukać kolejnej pracy. Przez cały rok pracuję dla tej samej firmy w systemie cztery tygodnie na statku, cztery tygodnie w domu, a kiedy roczny kontrakt się kończy, podpisuję kolejny.
Potocznie sami czasami mówimy „jadę na kontrakt”, mając na myśli po prostu kolejny wyjazd na statek, ale formalnie mój kontrakt z firmą trwa rok.
Dla kogo to jest, a dla kogo nie
Dawid: Komu Twoim zdaniem taki styl pracy może naprawdę odpowiadać, a dla kogo może okazać się zbyt dużym wyzwaniem? Szczerze poleciłabyś pracę na statku osobom, które dopiero rozważają tę drogę, czy są sytuacje, w których powiedziałabyś: „To jednak nie jest praca dla każdego”?
Katarzyna: Myślę, że to jest bardzo indywidualna kwestia i sama nie chciałabym komuś powiedzieć: ty się do tego nadajesz, a ty nie.
Można powiedzieć, że taki system będzie odpowiadał komuś, kto lubi mieć dużo wolnego czasu blokami albo dobrze znosi rozłąkę z domem, ale bardzo trudno przewidzieć, jak człowiek będzie się w tym czuł, dopóki sam tego nie spróbuje.
Możesz być przekonany, że cztery tygodnie na statku i cztery tygodnie wolnego brzmią idealnie, a później okaże się, że bardzo źle znosisz miesiąc poza domem. Albo odwrotnie: wydaje Ci się, że nigdy nie mógłbyś tak żyć, a okazuje się, że ten system świetnie Ci odpowiada.
Jedną z rzeczy, która może się okazać nie do przejścia, jest mocna choroba morska, szczególnie jeśli chodzi o pracę na Morzu Północnym.
Od czego zacząć, jeśli chcesz spróbować
Dawid: Gdyby ktoś po przeczytaniu naszego wywiadu pomyślał: „Chcę spróbować pracy na statku”, od czego powinien zacząć? Jakie kroki musi podjąć, jakie dokumenty lub uprawnienia zdobyć i z jakimi realnymi kosztami i ograniczeniami na start trzeba się liczyć?
Katarzyna: Przede wszystkim radziłabym się dobrze zastanowić i rozważyć wszystkie za i przeciw, bo z zewnątrz ta praca wygląda zupełnie inaczej niż w rzeczywistości.
Ale jednocześnie uważam, że warto w życiu próbować nowych rzeczy. Ja sama przecież trafiłam na statek właściwie przez przypadek i gdybym wtedy nie spróbowała, moje życie wyglądałoby dzisiaj zupełnie inaczej.
Jeżeli ktoś naprawdę chce zacząć pracę na morzu, to tak naprawdę wszystko zależy od tego, na jakim typie statku chce pracować i jakie stanowisko docelowo chce zajmować. W zależności od rodzaju jednostki wymagane mogą być zupełnie inne kursy i uprawnienia.
Jest oczywiście pewna podstawa, którą trzeba mieć do typowej pracy na statkach morskich. To przede wszystkim morskie świadectwo zdrowia, książeczka żeglarska oraz szkolenie Basic Safety Training.
Dobre oferty nie czekają.
Aplikuj teraz!




